Nie ma powrotu na Wschód

Nie ma powrotu na Wschód

Porozumienie Biden-Merkel przypomniało ekspertom, że… Ukraina znajduje się w stanie niewypowiedzianej wojny z Rosją.

Krytyka porozumienia płynąca z Kijowa, pokazała że Nord Stream 2 to coś więcej niż gazociąg i ten deal nie rozwiązuje konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Obietnice wsparcia transformacji energetycznej Ukrainy i lobbowania w Moskwie za tranzytem gazu przez Ukrainę nie „wygumkują” konsekwencji napaści zbrojnej w 2014 roku, zaboru Krymu, okupacji Donbasu, nieustannych naruszeń pokoju na linii rozgraniczenia sił zbrojnych.

Ukraina nie akceptuje też łatwo porozumienia zawartego bez jej udziału i żąda mocnej rekompensaty – 15. letniego kontraktu z Gazpromem na przesył 45- 50 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Moskwa przekomarza się, oczekuje „rynkowej oferty” z Kijowa, zmniejszyła tranzyt gazu przez Ukrainę do Europy, co wpłynęło na uzyskanie przez Gazprom rekordowej ceny 500 USD za 1000 metrów sześciennych błękitnego paliwa.

Gra Bidena i Pani Merkel: o Ukrainie i Rosji bez ich udziału

Dlaczego współpracownicy prezydenta Bidena i kanclerz Merkel podjęli tę grę?

Przede wszystkim chcieli restartu wzajemnych stosunkuów, wykazali gotowość powrotu do dobrych czasów sojuszu euro-atlantyckiego, nadwyrężonych w czasie prezydentury Trumpa.

Z czasem dowiemy się więcej o kuchni zniesienia sankcji na Nord Stream 2. Jednak rozwiązanie wybrane przez Bidena i Merkel nie powinno być totalnym zaskoczeniem. Podobny scenariusz ujawnił już w styczniu 2021 roku, na łamach „Der Spiegel”, dobrze w Polsce znany i ceniony były ambasador USA Daniel Fried.

Lecz pytania pozostają, bo jak to się stało, że w sprawach dotyczących Ukrainy i Rosji rozmawiano bez ich udziału? Dziwna to dyplomacja, mocarstwowa- nie multilateralna.

Można złośliwie odpowiedzieć, że adwokatem interesów rosyjskich gazowików- siłowików były Niemcy, opierające swoje bezpieczeństwo energetyczne na dostawach rosyjskiego gazu. Decyzja o likwidacji elektrowni jądrowych zwiększa znaczenie „błękitnego surowca” dla niemieckiej energetyki.

W Waszyngtonie zapewne uznali, że mogą rozmawiać o interesach Ukrainy bez Ukrainy, gdyż w tym kraju silne są nastroje proamerykańskie. Być może w Berlinie i w Waszyngtonie nie wierzą w możliwość porozumienia między Rosją i Ukrainą, dlatego wolą rozmawiać bez ich udziału? Argumentem mógł być brak postępów w formacie Normandzkiej Czwórki.

Zniesienie sankcji USA wobec Nord Stream 2 : to nie cios w prozachodnie nastroje w Ukrainie

Ten przydługi wstęp był po to, by podjąć polemikę z niektórymi tezami prof. Bogusława Packa i Sławomira Majmana. Zniesienie sankcji USA wobec Nord Stream 2 rzeczywiście krytykowane jest w Ukrainie, ale ton krytyki i stan opinii publicznej nie upoważniają do stwierdzenia, że to „cios w prozachodnie lobby”.

Politycy ukraińscy czują wsparcie Zachodu, ale też wiedzą, że nie jest to wsparcie bezwarunkowe. Każda transza pomocy finansowej poprzedzona jest sprawdzeniem stanu realizacji zobowiązań Ukrainy. Znaczące decyzje kadrowe, choćby powołanie Kiryła Szewczenki na Prezesa Narodowego Banku Ukrainy czy Jurija Witrenki na prezesa Naftohazu Ukrainy, spotykają się zasadniczymi, krytycznymi ocenami ambasadorów państw G7 i międzynarodowych instytucji finansowych. W obu przypadkach krytykowano tryb zmian, odejście od zasad korporacyjnych i polityczne naciski.

„Dobry wujek z Zachodu” pomaga, ale nie jest naiwny i pobłażliwy. Ambasador UE w Kijowie potrafił zaćwierkać na Twitterze już o 5. rano, by przypomnieć że pomoc dla Ukrainy zależy od walki z korupcją. „Stabilność gospodarcza Ukrainy jest wspierana przez pożyczkę MFW w wysokości 5 mld USD, może ona otrzymać kolejną pomoc w wysokości 1,2 mld euro z UE (a także nadal korzystać z systemu bezwizowego). Obie organizacje uzależniają swoją pomoc od walki z korupcją” – napisał ambasador. Jednocześnie z tym wpisem rozpowszechnił link do artykułu „Trybunał Konstytucyjny Ukrainy atakuje ustawy antykorupcyjne”, opublikowanego 13 listopada 2020 roku (piątek) w „The Economist”. Podtytuł artykułu wskazanego przez ambasadora był wielce wymowny: „Działacze mówią, że to zagrożenie wywołała Rosja”.

Prezydent Ukrainy: mocne i stanowcze decyzje

„Słabą”- jak stwierdził Sławomir Majman- administrację prezydenta Zełenskiego stać nie tylko na gesty i PR-owe ustawki, ale też na mocne i stanowcze decyzje.

19 lutego Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy zadecydowała o wprowadzeniu sankcji wobec dziewiętnastu firm i ośmiu osób.

Sankcje objęły Wiktora Medwedczuka – lidera Opozycyjnej Platformy Za Życie i kuma prezydenta Putina oraz jego żonę Oksanę Marczenko. Na mocy dekretu prezydenta zablokowano wszystkie aktywa małżeństwa w Ukrainie na trzy lata. Oprócz nich sankcjami objęto sześć innych osób, wśród nich partnerkę deputowanego Tarasa Kozaka ( wcześniej, 2 lutego zablokowano działalność kontrolowanych przez niego kanałów tv). Pozostałe osoby to obywatele Federacji Rosyjskiej i menedżerowie firm związanych z Medwedczukiem i Marczenko.

Według Ołeksija Daniłowa, sekretarza Rady Bezpieczeństwa, sankcje wobec Medwedczuka i jego żony zostały wprowadzone za „finansowanie terroryzmu”. Formalnym powodem sankcji była działalność Nowoszachtyńskiej Rafinerii w obwodzie rostowskim w Rosji. Rafineria dostarczała produkty naftowe do samozwańczych republik na Donbasie. 75 proc. udziałów w tej firmie należy do żony Medwedczuka-Marczenko, a 25 proc. do żony Kozaka.

24 marca kolejnymi, trzyletnimi sankcjami objęto 81 rosyjskich firm i 26 obywateli Rosji.

„Słuchajcie nas w piątek”- powiedział prezydent Zełenski, gdyż Rada Bezpieczeństwa ogłasza restrykcje i sankcje właśnie w piątki.

Oczywiście, można różnie oceniać jakość jego ekipy. Trzeba jednak przyznać, że wprowadził do rządu sporo młodych specjalistów, ambitnych i nie spętanych partyjnymi instrukcjami. Bo Sługa Ludu to ciągle pospolite ruszenie z bólami zmieniające się w partię. Lider tego ruchu nieźle się trzyma- sondaże prognozują zwycięstwo Zełenskiego w drugiej turze wyborów z każdym kontrkandydatem.

Bez złudzeń wobec Rosji

„Rosyjska partia”, a za taką uchodzi Opozycyjna Platforma za Życie Wiktora Medwedczuka jest dobrze zorganizowana, ale niezbyt popularna. Sondaże dają jej 12- 14 proc. poparcia.

Poradzieckie i porosyjskie resentymenty w Ukrainie są coraz słabsze. Przełomem w opinii publicznej był Euromajdan i agresja 2014 roku.

Jakie kraje są najbliższymi sojusznikami Ukrainy- zapytało w kwietniu Centrum im. Razumkowa. Stany Zjednoczone uzyskały najwyższą ocenę 44 proc. respondentów, na drugim miejscu znalazła się Polska- 37 proc., na trzecim Litwa z 34 proc. wskazań. Inny kraj NATO- Węgry „zamykały peleton”, gdyż otrzymały tylko 5 proc. głosów.

Ten sondaż miał szerszy kontekst i był cyklicznym, regularnie powtarzanym zobrazowaniem nastawienia obywateli Ukrainy do NATO i Unii Europejskiej, do euroatlantyckiego kursu w polityce ukraińskiej. Warto spojrzeć na wyniki tego badania socjologicznego.

Gdyby w najbliższej przyszłości odbyło się referendum w sprawie przystąpienia Ukrainy do NATO, zdecydowana większość ankietowanych Ukraińców, bo 71 proc., wzięłaby w nim udział. Według badaczy z Centrum im. Razumkowa oznacza to, że sprawy NATO postrzegane są jako istotny interes publiczny, że decydują w strategicznym kursie kraju. Jaki byłby wynik takiego referendum? 54 proc. badanych gotowych jest głosować za przystąpieniem Ukrainy do NATO, 31 proc. jest przeciw, a 15 proc. jest niezdecydowanych. Największy odsetek zwolenników NATO (64 proc.) stwierdzono w grupie wiekowej 18-29 lat.

Proporcje pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami zmieniają się wraz z wiekiem w sposób niemal liniowy, wykazują spadek poparcia, ale nawet najstarsi respondenci w wieku 60+ popierają głównie przystąpienie do NATO (48 proc.), w porównaniu do 37 proc. przeciwników członkostwa.

Dobrze to czy źle? Jak interpretować powyższe wyniki badania opinii?

Warto porównać je z wcześniejszymi sondażami. W 2012 r. tylko 14 proc. respondentów zamierzało zagłosować za przystąpieniem do NATO, a 62 proc. było temu przeciwnych. Poparcie dla członkostwa w NATO w kwietniu 2014 r. wzrosło do 37 proc. (wobec 42 proc. przeciwników) i osiągnęło 48 proc. w listopadzie 2015 r., przewyższając odsetek przeciwników (33 proc). Nietrudno zauważyć, że zmiana stosunku Ukraińców do NATO związana jest z Euromajdanem, zajęciem Krymu przez Rosję i wojną hybrydową w Donbasie.

Poziom poparcia dla integracji europejskiej jest tradycyjnie nieco wyższy niż w przypadku wstąpienia do NATO- 62 proc. wszystkich respondentów zagłosowałoby za przystąpieniem Ukrainy do UE, a 26 proc. zagłosowałoby przeciwko.

Zadano też pytanie o gotowość do obrony Ukrainy z bronią, w formacjach wojskowych. Tak- odpowiedziało 24 proc. ogółu badanych, w tym 39 proc. mężczyzn i 11 proc. kobiet. Gotowość obrony w jednostkach ochotniczych wyraziło 29 proc. ogółu badanych, w tym 21 proc. mężczyzn i 37 proc. kobiet. To zła wiadomość dla tzw. zielonych ludzików.

Można sformułować tezę, że ofiara krwi, jaką Ukraina ponosi od 2014 roku (ponad 13 tysięcy ofiar tej wojny) odarła wielu Ukraińców ze złudzeń wobec Rosji. Wzmocniła też poczucie identyfikacji narodowej i odrębności. Na Wschodzie mają wojnę, Zachód to praca i nadzieja, że będzie lepiej. To nieodwracalna tendencja w świadomości Ukraińców.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.