Państwo Islamskie 2.0?

Państwo Islamskie 2.0?

W czwartkowych zamachach bombowych w Kabulu zginęło, według doniesień, ponad 180 osób, w tym 13 amerykańskich żołnierzy zabezpieczających stołeczne lotnisko. Do ataku przyznało się tzw. Państwo Islamskie Prowincji Chorasan, znane w skróconej wersji jako ISIS-K. Czy zdarzenie to jest zapowiedzią ponownych narodzin terrorystycznego państwa, po prawie pięciu latach od jego upadku na ziemiach iracko-syryjskich?

W lipcu 2017 roku oczy całego świata zwrócone były na Mosul. Interwencja armii irackiej przy wsparciu kurdyjskich peszmergów doprowadziła do odbicia miasta z rąk tzw. Państwa Islamskiego – był to jeden ostatnich przyczółków terrorystów. Rok 2019 przypieczętował los samozwańczego kalifatu, funkcjonującego na znacznych terytoriach Iraku i Syrii. Oficjalnie ISIS utraciło wówczas ostatnie kontrolowane przez siebie ziemie (w północnej Syrii), a 27 listopada 2019 roku świat obiegła, przekazana przez Donalda Trumpa, informacja o zlikwidowaniu dotychczasowego przywódcy i, jak sam siebie nazwał, kalifa samozwańczego państwa – Abu Bakra al-Baghdadiego. Wydarzenia te mogłyby oznaczać definitywny upadek ugrupowania, odpowiedzialnego za krwawe zamachy w wielu częściach świata. Czy faktycznie tak się stało?

Kalifat jako państwo

Opisane powyżej wydarzenia nie oznaczały niestety zlikwidowania organizacji jako takiej, lecz jedynie funkcjonowania Państwa Islamskiego jako quasi-państwowego bytu terytorialnego. Należy pamiętać, że od 2014 roku, kiedy to wspomniany już Al-Baghdadi proklamował powstanie kalifatu, do czasu ofensywy sił międzynarodowych, armii irackiej oraz oddziałów kurdyjskich, ISIS faktycznie spełniało wiele cech charakterystycznych dla państwa – kontrolowało stosunkowo rozległe terytorium, posiadało organy funkcjonujące na zasadzie instytucji państwowych, miało silną, dobrze zorganizowaną armię oraz odnosiło sukcesy gospodarcze, zapewniając sobie dochód chociażby z czarnorynkowej sprzedaży ropy naftowej pochodzącej ze zdobytych pól roponośnych. Tak naprawdę tzw. Państwu Islamskiemu brakowało jednego elementu, co stało na przeszkodzie do nazwania kalifatu państwem sensu stricto. Chodziło oczywiście o kwestię uznania międzynarodowego.

Chaos jako źródło sukcesu

Jak to możliwe, że ISIS, będące na początku zbitkiem różnorodnych, niedziałających we wspólnym interesie ugrupowań ekstremistycznych, zdołało podbić znaczne terytoria dwóch państw, a następnie skutecznie nimi administrować przez kilka kolejnych lat?

Źródła owego sukcesu ekstremistów należy upatrywać w chaosie. W chaosie i szeroko pojmowanej destabilizacji politycznej państw, na których terytorium się rozwinęli. Tak naprawdę organizacja znana później jak ISIS swoje korzenie zapuściła w Iraku, którego nie udało się w pełni ustabilizować od czasów II wojny w Zatoce Perskiej. Jak pokazywała wielokrotnie historia, działania amerykańskie oraz prodemokratycznej koalicji międzynarodowej paradoksalnie przyczyniły się do powstania nowych ugrupowań terrorystycznych, w tym ISI (Państwo Islamskie w Iraku – protoplasta późniejszego ISIS). Oddziały ekstremistów zostały bowiem zasilone przez pokonanych i pozbawionych perspektyw oficerów oraz urzędników obalonego prezydenta Iraku – Saddama Husajna. Potęga wzrastających w siłę oddziałów ISI stała się tak wielka, a ofensywa tak stanowcza, iż wiele irackich prowincji poddało się praktycznie bez walki, dzięki czemu bojownicy zdobyli porzucony przez armię sprzęt i, tym samym, wzmocnili swój arsenał, pozyskując profesjonalną broń.

Najważniejszą okolicznością sprzyjającą powstaniu późniejszego kalifatu była jednak sytuacja w sąsiedniej Syrii, gdzie w 2011 roku doszło do masowych protestów na fali wydarzeń Arabskiej Wiosny, a w konsekwencji regularnej wojny pomiędzy siłami rządowymi prezydenta Baszszara al-Asada, a rebelianckimi siłami opozycyjnymi. Ekstremiści idealnie wykorzystali tę okazję, jednocząc się z lokalnymi ugrupowaniami o podobnym profilu (nie zawsze pokojowo) i ostatecznie tworząc potężną siłę w regionie, od 2014 roku z własnym terytorium i stolicą w syryjskiej Rakce.

Talibowie, a terroryzm w Afganistanie

Przejęcie 15 sierpnia Kabulu przez fundamentalistyczne ugrupowanie talibów budzi światowe obawy odnośnie możliwej kolejnej fali terroryzmu, zresztą uzasadnione. Należy pamiętać, iż podczas okresu pierwszego Islamskiego Kalifatu Afganistanu (lata 1996-2001) talibowie udzielali w swoim kraju schronienia organizacjom o profilu stricte terrorystycznym z osławioną Al-Kaidą na czele. Czy ponowne dojście do władzy talibów oznacza powstanie nowego azylu dla terrorystów z całego świata? Choć opinia międzynarodowa zdaje się nie brać tych obietnic na poważnie, talibowie zapewniają o stanowczym zerwaniu z islamskim terroryzmem. Jak na razie mogą wydawać się całkiem wiarygodni, nie doszło bowiem w ostatnich tygodniach do większego przelewu krwi czy próby przerwania uzgodnionej z Amerykanami ewakuacji. Talibowie chcą zapewne zaprezentować się jako legalna władza i pełnoprawny partner na arenie międzynarodowej, który po 20 latach międzynarodowej interwencji „dojrzał” do przestrzegania pewnych, ogólnie przyjętych zasad. Rozwój terroryzmu na terytorium Afganistanu nie jest zatem obecnie w interesie talibów, podważa bowiem iż umiejętności kontroli sytuacji, a zarazem może rozpocząć pogłoski o rzekomej współpracy ugrupowania z ekstremistami.

Afganistan nowym radykalnym kalifatem?

Ostatnie zamachy nieopodal kabulskiego lotniska wskazały na kolejną siłę w regionie. Chodzi oczywiście o komórki tzw. Państwa Islamskiego, wciąż istniejące pomimo formalnego upadku ISIS w rozumieniu terytorialnym. Komórka ISIS–K (skrót od angielskiej nazwy historycznej, transgranicznej krainy Chorasan – Khorasan) przyznała się do czwartkowych zamachów, dając zarazem do zrozumienia o swoich ekspansjonistycznych zamiarach. Członkowie chorasańskiego ISIS uważają talibów, co u niektórych może budzić co najmniej zdziwienie, za zbyt mało radykalnych we wprowadzaniu zasad fundamentalistycznego islamu.

Biorąc pod uwagę doświadczenia z Lewantu, nasuwa się na myśl pytanie – czy zdestabilizowany Afganistan może czekać los Syrii i Iraku, a sam kalifat może się odrodzić, choć w już innym zakątku świata, u podnóży Hindukuszu? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wszystko zależy od dalszego biegu wydarzeń. Przejęcie władzy przez talibów nie musi bowiem oznaczać dalszej destabilizacji kraju (a należy zdawać sobie sprawę, że Afganistan praktycznie cały czas był państwem dysfunkcyjnym), a wręcz może zwiastować nastanie przynajmniej podstawowego ładu, utrzymywanego za sprawą stanowczych, reżimowych działań. Z drugiej strony pamiętajmy również o możliwej ofensywie ruchu oporu znanego jako Sojusz Północny, kontrolując ywciąż nieopanowaną przez talibów dolinę Pandższiru. Trudno przewidzieć jak potoczy się sytuacja ale najpewniej talibowie jeszcze wielokrotnie napotkają opór, czy to ze strony wspomnianego ugrupowania czy innych potencjalnych rebeliantów. Dodajmy do tego ewentualną ponowną reakcję wojsk międzynarodowych. W konsekwencji może to niestety doprowadzić do kolejnej wojny domowej, a zarazem stworzenia korzystnych warunków do działalności terrorystycznej. A jak wiemy, ta ma chaos za swojego największego sprzymierzeńca.

Czy oznacza to pojawienie się na mapach ISIS 2.0? Miejmy nadzieję, że nie, aczkolwiek w tym momencie pozostaje nam jedynie uważnie obserwować sytuację w tym naznaczonym od dziesięcioleci krwią i cierpieniem kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.