Pierwsza kobieta premierem w świecie arabskim

Pierwsza kobieta premierem w świecie arabskim

Niedawna (środa 29.09) nominacja Najli Bouden Romdhane, pierwszej kobiety na stanowisku premiera, nie tylko w Tunezji lecz całym świecie arabskim, to z pewnością próba wybrnięcia prezydenta Kaisa Saieda z kryzysu, który w ostatnich miesiącach zdestabilizował scenę polityczną w kraju i podważył praworządność jedynego w pełni demokratycznego państwa w regionie.

2011: Nowe otwarcie

Przed wydarzeniami znanymi powszechnie jako Arabska Wiosna, Tunezja, podobnie jak inne kraje w Północnej Afryce, czyli Egipt Mubaraka, Libia Kadafiego czy Algieria Butefliki, prezentowała się jako typowe arabskie państwo autorytarne. Zajn al-Abidin Ben Ali rządził krajem od 1987 roku, kiedy do przejął władzę od, znanego również z rządów silnej ręki, Habiba Burgiby. Obaj prezydenci całkowicie podporządkowali sobie sceną polityczną kraju, a także – co najważniejsze – służby bezpieczeństwa. Rządy Ben Alego, i podległej mu partii, znanej jako Zgromadzenie Demokratyczno-Konstytucyjne, pomimo socjalistycznego rodowodu, zmierzały stopniowo w stronę neoliberalizmu, przez co Tunezja stała się politycznym i gospodarczym partnerem Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych. Już od czasów Burgiby Tunezja postrzegana była jako kraj nadzwyczaj liberalny pod względem ideologiczno-społecznym, co można zauważyć do dziś po aktywności zawodowej i ubiorze tunezyjskich kobiet czy znikomych wpływach islamskich fundamentalistów, którzy zresztą byli postrzegani za wrogów systemu. Mimo że zachodnim partnerom kryterium to wystarczało do patrzenia na Tunezję łaskawym okiem, nie można zapominać o pełnych patologii rządach naznaczonych korupcją, nepotyzmem, kumoterstwem, klientelizmem, a nawet trybalizmem (uprzywilejowana pozycja klanu Trabelsi, z którego wywodziła się żona prezydenta). Próżno szukać było wolności słowa, czy praw obywatelskich, a spotkanie z przedstawicielami służb bezpieczeństwa w każdej chwili zakończyć się mogło zniknięciem w tajemniczych okolicznościach. Do tego wszystkiego dodać należy fatalną sytuację gospodarczą, w której znaczna część społeczeństwa, a zwłaszcza młodzi ludzie po studiach wyższych, pozostawała bezrobotna, co budziło powszechną irytację.

Kiedy w grudniu 2010 roku młody handlarz owoców, Mohammed Bouazizi, dokonał rozpaczliwego aktu samospalenia po tym, gdy policja skonfiskowała mu wózek z jego towarem, przez kraj przelała się niewyobrażalnych rozmiarów fala protestów i zamieszek, nazywana w Tunezji Jaśminową Rewolucją. Ogólnospołeczne rozgoryczenie sięgnęło zenitu i rozlało się na praktycznie cały świat arabski, Tunezję uznaje się zatem za swoistą iskierkę zapalną całej Arabskiej Wiosny. W styczniu kolejnego roku Ben Ali ustąpił z urzędu, uciekając z kraju wraz ze swoją rodziną. Nowa Tunezja stała się faktem.

Na ścieżce demokracji

Po upadku starego systemu, w październiku 2011 roku odbyły się pierwsze wolne wybory do Zgromadzenia Konstytucyjnego, które wygrała Hizb an-Nahda, konserwatywna Partia Odrodzenia. W grudniu tego samego roku na prezydenta kraju wybrano Al-Munifa al-Marzukiego z centrolewicowego Kongresu Republiki. Najważniejszym wydarzeniem dla demokratycznej Tunezji było jednak uchwalenie nowej konstytucji w styczniu 2014 roku. Na podstawie ustawy zasadniczej Tunezja stała się jedynym krajem w regionie ze świeckim systemem prawnym, odsuwając na margines islamski szariat. W październiku tego samego roku odbyły się wybory do jednoizbowego parlamentu (Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych), w których zwycięstwo odniosła, składająca się głównie z elit dawnego sytemu, partia Wezwanie Tunezji. Kolejnym prezydentem został Al-Bardżi Ka’id as-Sibsi z tego samego ugrupowania.

Dlaczego Tunezja jest postrzegana jako ewenement Arabskiej Wiosny? Przyglądając się długofalowo scenie politycznej Północnej Afryki, a nawet całego świata arabskiego, można zauważyć, iż jedynie Tunezji udało się na rewolucji zyskać, przynajmniej biorąc pod uwagę główny cel wydarzeń z 2011 roku, czyli zmianę systemu na demokratyczny. Dla przykładu, Egipt przez kilka kolejnych lat borykał się z mniej i bardziej wzmożonymi tarciami politycznymi, a jedyny demokratycznie wybrany prezydent (Mohammed Mursi), został obalony przez wojsko już w następnym roku sprawowania swojego urzędu. Zdaniem niektórych zaś, obecne rządy prezydenta As-Sisiego są jeszcze bardziej autorytarne od tych, jakimi charakteryzował się Mubarak. Natomiast rewolucja w Libii, pomimo zabicia Kaddafiego, doprowadziła do krwawej wojny domowej trwającej do dzisiaj. Jedynie na Tunezję patrzeć można jako na przykład udanej i stosunkowo bezkrwawej transformacji.

Kais Saied i lipcowy kryzys

Obecny, bezpartyjny, prezydent Tunezji – Kais Sajed – objął urząd w 2019 roku. Głośno na świecie zrobiło się o nim w niedzielę 25 lipca br., kiedy to zawiesił działalność parlamentu na 30 dni oraz zdymisjonował rząd premiera Hiszama Meszisziego. Na ulice Tunisu wkroczyło wojsko, które obstawiło budynki władz i administracji. Deputowanych do parlamentu pozbawiono immunitetów. Owe zdumiewające zagranie prezydenta komentowano w wielu zagranicznych dziennikach jako „zamach stanu”, bądź „kryzys konstytucyjny”. Sajed zaznaczył, że działa zgodnie z konstytucją, która pozwala mu na zawieszenie działalności parlamentu. Zobowiązał się również do możliwie szybkiego wyboru nowego premiera. Ostatnio oświadczył jednak, że będzie obowiązującej konstytucji przestrzegał „jedynie częściowo”.

Dlaczego obecny prezydent zdecydował się na podjęcie tak stanowczych kroków, w dodatku krytykowanych przez opinię międzynarodową? Działanie Sajeda było najpewniej dokładnie skalkulowanym politycznym zagraniem, mającym wzmocnić jego poparcie w kraju. Należy zdawać sobie sprawę z faktu, iż pomimo demokratycznego, wyróżniającego się na tle regionu ustroju, Tunezja nie stała się nagle również państwem dobrobytu. Nadal powszechne są bezrobocie, korupcja wśród kręgów władzy, a także znaczne dysproporcje pomiędzy rozwojem i zamożnością poszczególnych części kraju (szczególnie pomiędzy wybrzeżem, a pustynnymi obszarami w głębi lądu). Od początku bieżącego roku w kraju odbyło się wiele protestów przeciwko nieudolnym rządom partii An-Nahda, spotęgowanym dodatkowo pandemią koronawirusa, przez którą Tunezja przeszła niestety dość boleśnie. Zwróciwszy uwagę na fakt, iż prezydent nie przynależy do żadnej partii i ma swojego rodzaju wolną rękę w działaniach, nie dziwi fakt iż zdecydował się na podjęcie tego typu działań, licząc w ten sposób na przychylną reakcję ze strony rozgoryczonego społeczeństwa. Nie mylił się, ponieważ od razu po jego decyzji na ulice miast wyszły orszaki poparcia dla działań Sajeda, nie zabrakło jednak, nawet wewnątrz kraju, głosów przeciwnych, obawiających się zyskania nadmiernej władzy przez prezydenta. Zaniepokojenie jego poczynaniami wyraziły także Unia Europejska oraz Stany Zjednoczone.

Z szacunku dla tunezyjskich kobiet…

W ostatnią środę Sajed poinformował w końcu media o obsadzeniu fotela premiera. Największym pozytywnym zaskoczeniem jest fakt, iż została nim kobieta – Najla Bouden Romdhane, z wykształcenia geolożka, wykładowczyni inżynierii z doświadczeniem w Banku Światowym. Prezydent podkreślił, że jego decyzja „ma uhonorować tunezyjskie kobiety” Wybór ten faktycznie wydaje się rewolucyjny i to nie tylko w skali kraju, lecz całego świata arabskiego. Nie dziwi natomiast fakt, iż ten milowy krok dokonał się właśnie w Tunezji, czyli najbardziej liberalnym obyczajowo kraju regionu, w którym kobiety realizują się zawodowo, pełnią wysokie stanowiska, ponadto wiele z nich ubiera się na modłę zachodnią, nawet nie zasłaniając włosów.

Wybór kobiety na stanowisko premiera budzi aprobatę ze względu na swoją rewolucyjność, pytanie tylko czy przełoży się to faktycznie na poprawę niezwykle niestabilnej sytuacji polityczno-społecznej w kraju. Czy nominacja Romdhane jest jedynie symbolem, czy faktyczną nadzieją na odbudowę Tunezji? Najbliższe miesiące dadzą nam odpowiedź.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.