Polityka wschodnia – w poszukiwaniu realizmu magicznego

Polityka wschodnia – w poszukiwaniu realizmu magicznego

Ta dyskusja wraca od czasu do czasu, i w zależności od aktualnie wiejących wiatrów politycznych odpowiedzi bywają bardzo różne. A to, jak przed laty Bartłomiej Sienkiewicz, żegnamy się z „doktryną Giedroycia”, a to wracamy do niej.

Niedawno Antoni Podolski i Marek Budzisz zaprezentowali bardzo pesymistyczny obraz polityki wschodniej, odczytywanej jako konieczność stworzenia militarnej przeciwwagi dla Rosji. Budzisz widzi tę przeciwwagę w rozszerzonym Międzymorzu zaś Podolski wskazuje na konieczność zakorzenienia Polski w zachodniej części Europy, podkreślając znaczenie jakiegoś Weimaru plus.

Oczywiście obaj Autorzy, znakomici znawcy kwestii bezpieczeństwa dostrzegają kluczową rolę USA w tej dziedzinie, zarazem jednak, obaj milcząco uznają, że dla Waszyngtonu Europa Środkowo-Wschodnia staje się kierunkiem coraz bardziej peryferyjnym.

Wyjść z pułapki bezpieczeństwa

Warto jednak rozmawiając o polityce wschodniej Polski wyjść na chwilę z pułapki bezpieczeństwa. A szczególnie bezpieczeństwa rozumianego czy postrzeganego przez pryzmat przeszłych konfliktów. Doświadczenia wojny w Górskim Karabachu, a jeszcze bardziej konfliktu rosyjsko-ukraińskiego wskazują na zmianę paradygmatu bezpieczeństwa.

Jak się wydaje Rosja – zgodnie z tym co pisze Marek Budzisz – preferuje model konfliktów hybrydowych. A skuteczność wojny hybrydowej w znacznej mierze zależy od wewnętrznej spoistości i sprawności państwa zaatakowanego.

Istotą współczesnych konfliktów jest więc wyszukiwanie słabych punktów przeciwnika i uderzanie w nie przy użyciu narzędzi niewojskowych, a dopiero w drugiej kolejności korzystanie z argumentu siły.

Polityka wschodnia – głęboka defensywa

Pomijając brak jasnej koncepcji polityki zagranicznej (w tym wschodniej) charakterystyczny dla rządzącej obecnie ekipy, wypada zauważyć, że co najmniej od dwóch dekad polityka wschodnia Polski ma charakter ściśle defensywny. Doskonale ilustrują tę tezę teksty pomieszczone na łamach BIRM. Zadajemy sobie pytanie : jak zareagować na potencjalną agresję rosyjską? Nie mamy natomiast programu pozytywnego.

Powie ktoś, że to nie takie proste. I tak i nie. Co do zagrożeń to bezpośrednie zagrożenie militarne Polski przez Rosję, eksponowane w debacie politycznej zdecydowanie ponad miarę, wydaje się mało prawdopodobne. Natomiast elementy wojny hybrydowej od cyberataków, po stymulowanie konfliktów wewnętrznych i dokonywanie różnego rodzaju prowokacji wydają się być wysoce prawdopodobne, jako czynnik testowania spoistości państwa i siły zobowiązań sojuszniczych wewnątrz NATO. Kluczowe wydaje się w dziedzinie bezpieczeństwa zidentyfikowanie właściwych celów krótko i średnioterminowych Rosji. Poruszanie się w kręgu propagandowych stereotypów charakteryzujące naszą debatę o bezpieczeństwie realizację tego zadania znacząco utrudnia.

Od stałej obecności do ograniczania kontaktów

Natomiast zagubiliśmy przynoszący sukcesy w latach dziewięćdziesiątych program stałej obecności na Wschodzie. Siłą polskiej opozycji demokratycznej i pierwszych rządów solidarnościowych była rozbudowana sieć relacji formalnych i nieformalnych z Rosjanami. Znajomość ludzi, ale też ich sposobu myślenia i paradygmatów działania była jednym z najcenniejszych „dóbr” które wnosiliśmy do NATO i UE. Byliśmy pytani o zdanie, byliśmy dostarczycielami wiedzy i partnerami wskazującymi, które adresy od Królewca po Pietropawłowsk Kamczacki są godne uwagi. Rzecz jasna, atrakcyjność amerykańskich i zachodnioeuropejskich uniwersytetów i think tanków była nieporównanie większa od rzeczywistości polskiej. Niemniej bardzo długo byliśmy w Moskwie czy Petersburgu postrzegani jako partner atrakcyjny a przynajmniej ciekawy i, w odróżnieniu od Francuzów czy Amerykanów, rozumiejący i akceptujący rosyjską specyfikę.

Polska była wysoce niewygodna dla środowiska „siłowików” dochodzących do władzy na przełomie XX i XXI wieku. To ze strony rosyjskiej władzy rozpoczęło się budowanie dystansu i ograniczanie kontaktów. 

Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego do polityki ograniczającej w istocie rolę Polski sami z ochotą się przyłączyliśmy? W latach rządów PiS ta postawa przyjęła postać patologiczną. Trudno bowiem o lepszy prezent dla rządów  rosyjskich, niż paranoiczne teorie spiskowe („Mistrale za dolara”) i powtarzanie przez najwyższe czynniki rządowe, że nasze relacje są uzależnione wyłącznie od losów smoleńskiego wraku.

Warto przy tym zauważyć, że zdołaliśmy zniechęcić do siebie także rosyjską emigrację polityczną, która szerokim łukiem omija Polskę.  Ludzie opozycji zarzucają nam z jednej strony rusofobię, a z drugiej brak zaangażowania ze strony polskich władz w ochronę przed inwigilacją ze strony służb specjalnych Rosji.

Jest swego rodzaju paradoksem, że miejsce Polski jako „państwa kontaktowego” zajęła Litwa. Widać to choćby w tym, że za środki litewskiego MSZ  są organizowane dwa razy w roku najpoważniejsze spotkania rosyjskiej opozycji (Vilnius Russia Forum).

Polska – Rosja : nieistniejące relacje

W efekcie relacja polsko – rosyjskie nie istnieją, a narzędzia do ich odbudowania zostały w znacznej części uszkodzone, zniszczone lub przejęte przez innych graczy politycznych Co więcej udało się zbudować w Polsce atmosferę, w której prowadzenie dialogu z Rosją będzie niesłychanie trudne.

Szaleństwa, w rodzaju zamrożenia małego ruchu granicznego z okręgiem kaliningradzkim (co cieszy wyłącznie Kreml) dotykają nie tylko stosunków polsko-rosyjskich.

To samo dzieje się wobec Ukrainy. Spadek Polski poniżej Litwy jako państwa przyjaznego Ukrainie odnotowany w ubiegłorocznych badaniach opinii publicznej u naszego sąsiada i „kompleks Wołynia” w bieżącej narracji polskich polityków skutecznie utrudnia budowanie wizerunku państwa przyjaznego, a przede wszystkim mającego realne możliwości wsparcia Ukrainy na forach międzynarodowych.

Do kompletu dodajmy skażone irytującym paternalizmem (acz często potrzebne i pożyteczne) reakcje na falę represji na Białorusi. Tyle, że także w tej kwestii nie widać jakiegokolwiek planu politycznego. Na zaostrzanie (wyraźnie na zlecenie Moskwy) relacji z Polską przez Aleksandra Łukaszenkę reagujemy w sposób nieporadny i nieprofesjonalny (czego dowodem kolejne wydalenia dyplomatów – bez sensu podgrzane przez polską stronę). A program pozytywny?

Propagandyści władzy wymienią rosnącą współpracę gospodarczą i wojskową z Ukrainą czy programy stypendialne dla represjonowanych Białorusinów. Doskonale. Tylko czy to ma być horyzont aktywności politycznej „powstającego z kolan mocarstwa” ?

Napięcie USA – Rosja : szansa dla Polski

Kluczowym elementem naszej polityki wschodniej, którą trzeba odbudować z ruin wydaje się walka o odbudowanie polskiej „soft power” na wschodzie. Czyli wieloelementowego oddziaływania przy użyciu narzędzi oficjalnych (ambasady, instytuty kultury), półoficjalnych (np. Biełsat czy radio dla zagranicy) a także, a może przede wszystkim szeroko rozumianej dyplomacji obywatelskiej. W tym – niestety budzącej abominację w klasie politycznej – rozsądnej współpracy środowisk związanych z władzą i środowisk opozycyjnych.

Napięcie w relacjach USA – Rosja po ostrej wypowiedzi prezydenta Bidena i jeszcze twardszej reakcji rosyjskiej paradoksalnie może poszerzyć pole manewru polityki polskiej. Pod warunkiem wszakże, że nie będzie to polityka pustych gestów i deklaracji a przemyślane działania zorientowane na budowanie kontaktów z różnymi segmentami elit państw obszaru postsowieckiego.

Warto na koniec pamiętać, że w przyszłym roku Polska obejmuje przewodnictwo w OBWE. A w oparciu o mechanizmy tej organizacji negocjowane jest rozwiązywanie wielu zamrożonych konfliktów na terenie b. ZSRS. Wartość negocjacyjna Polski nagle wzrośnie.

Poprzedni pozorny „reset” z Rosją był w dużej mierze wynikiem naszego przewodnictwa w Radzie UE. Wyszedł delikatnie mówiąc średnio, między innymi dlatego, że uwierzyliśmy w to, iż wynika z naszej szczególnej pozycji w Europie.

Polityka wschodnia, jeżeli ma być skuteczna i kreatywna, musi być z jednej strony lewarowana naszym członkostwem w UE i NATO (także incydentalnie czymś takim jak OBWE czy RB ONZ), a z drugiej strony wsparta względnym konsensusem wewnętrznym i solidnym zapleczem intelektualnym rodzimych think tanków.

Niestety w tym miejscu wypada tylko przypomnieć stary dowcip o realistycznym i cudownym sposobie rozwiązywania polskich problemów: realistyczny – Matka Boska zstąpi z nieba i rozwiąże sprawę; cudowny – Polacy dogadają się między sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.