Sprawa ukraińska a Bośnia i Hercegowina

Sprawa ukraińska a Bośnia i Hercegowina

Wojna w Ukrainie wywołała na Bałkanach, a zwłaszcza w Bośni i Hercegowinie, szereg sprzecznych reakcji tamtejszych społeczeństw i polityków. 

Jeszcze jesienią 2021 roku za główny punkt zapalny w Europie wielu polityków uznawało Bośnię i Hercegowinę (BiH). Napięcie między poszczególnymi narodami konstytutywnymi (Boszniakami, Chorwatami i Serbami) było bardzo poważne. Pytani w październiku 2021 roku o nastroje mieszkańcy Sarajewa nową wojnę domową uważali za jedną z poważniejszych możliwości. Mam na myśli zarówno doniesienia medialne, jak i rozmowy przeprowadzone w tym czasie ze znajomymi Bezpośrednią przyczyną takich opinii był narastający paraliż instytucji federalnych. Milorad Dodik, formalny przywódca serbskiej społeczności i jej przedstawiciel w Prezydium BiH odmawiał udziału w posiedzeniach tego trzyosobowego ciała. Jego postawa paraliżowała procesy decyzyjne w całym państwie. To dlatego, że działanie Prezydium wymaga konsensusu. Nawet jeśli był on trudny do osiągnięcia w poprzednich latach żaden z polityków nie bojkotował spotkań, jak robił to Dodik. Dodatkowym problemem jest fakt, że Prezydium odgrywa istotną rolę w polityce międzynarodowej. Bez współpracy trzech członków tego ciała trudno o spójny obraz na zewnątrz i zachowanie zaufania w relacjach z partnerami w regionie, czy Unią Europejską. 

Milorad Dodik odgrywa też kluczową rolę w Republice Serbskiej (części składowej Bośni i Hercegowiny, a nie Republiki Serbii, czyli osobnego państwa). Po wyborach na początku października zamienił jedynie funkcje. Jego bliska współpracowniczka, Željka Cvijanović zajęła jego miejsce w Prezydium gwarantując ciągłość poglądów. Serbski przywódca ponownie został prezydentem Republiki Serbskiej. Chce w ten sposób wzmocnić swoją pozycję, gdyż bardziej nacjonalistyczna kontrkandydatka zarzucała mu w kampanii, że jest chorwackim agentem i nieomal go pokonała. Bieżące wsparcie Putina dla Dodika jest jednym z kluczowych elementów, które zapewniają serbskiemu politykowi poczucie siły w relacjach wewnętrznych. Nie pomogło mu to jednak, podobnie, jak fakt, że na początku grudnia 2021 roku Zgromadzenie Narodowe Republiki Serbskiej, jej autonomiczny parlament, podjął decyzję o wyłączeniu Republiki (RS) z części wspólnych polityk. Stało się to z inicjatywy „socjaldemokratycznej” partii Dodika. Nie przyniosło to jednak po raz kolejny wojny, a jedynie przesunęło granicę budowanego napięcia. Poszukując międzynarodowego kontekstu opisanych powyżej wydarzeń, warto przytoczyć opinię znanego politologa, prof. Dejana Jovicia, który w tym samym miesiącu (grudniu 2021) wskazywał, że jedną z przyczyn wojny w latach 90. był rozpad ówczesnego porządku światowego. Koniec zimnej wojny spowodował zmianę priorytetów Stanów Zjednoczonych i późniejszej Unii Europejskiej oraz sprzyjał nowym konfliktom – pozostało wiele broni, a nie ukształtował się jeszcze nowy ład (Jović, 2021). Rosyjska pełna agresja na Ukrainę jest również takim zaburzeniem porządku światowego. Trzeba jednak podkreślić, że widmo rosyjskiej agresji w Ukrainie było dla większości bałkańskich komentatorów bardzo odległe. Nie spodziewali się oni jej, a obecność serbskich ochotników w szeregach donbaskich separatystów także przestała być istotnym czynnikiem w analizach.  Nie można jednak mieć wątpliwości, że szybkie zwycięstwo Kremla zachęciłoby RS do podjęcia dalszych, bardziej zdecydowanych kroków na drodze do zerwania z Sarajewem. Kluczowa byłaby dla niego postawa Unii i USA, które mimo porażek na Bałkanach, wciąż uchodzą za gwaranta stabilności (co potwierdziły w przypadku sporu o dokumenty podróżne między Kosowem i Serbią). W sytuacji braku zdecydowanej obrony Ukrainy ze strony zachodnich partnerów, Dodik zakładałby, że również Republika Serbska nie będzie musiała obawiać się zagranicznego wsparcia w sprzęcie dla rządu federalnego w Sarajewie. Zarówno wcześniejsze działania separatystów na wschodzie Ukrainy, oderwanie Krymu, referendum niepodległościowe w Katalonii, były dla niego okazją do deklaracji o konieczności rozmów na temat statusu Republiki Serbskiej. Zresztą już dziś RS funkcjonuje w zakresie gospodarki jak osobne państwo. Do tego należy dodać jednostronne deklaracje o fladze, święcie narodowym itp. Milorad Dodik nieustannie przesuwa granice, testuje na o może sobie pozwolić i jak dotąd nie poniósł żadnych poważnych konsekwencji swojego działania.

Postawa UE i USA wobec Ukrainy ostudziła jednak jego zapędy. Wojna w Ukrainie początkowo odsunęła konflikt w Bośni i Hercegowinie na margines zainteresowania państw UE. Także wewnątrz BiH napięcia przestały być tak widoczne. Dowodem jest ostatnia kampania wyborcza, gdzie akcenty etniczne nie były silniejsze niże w poprzednich latach.  Społeczność międzynarodowa i krajowa skupiły swoją uwagę na faktycznej wojnie na wschodzie. Ten stan zmieniła na krótko deklaracja prezydenta Chorwacji Zorana Milanovicia, że bez rozwiązania problemu prawa wyborczego w BiH zablokuje on członkostwo Szwecji i Finlandii w NATO. Było to jednak hasło niemające żadnego przełożenia na rzeczywistość, bo od dwudziestu lat wpływ prezydenta Republiki Chorwacji na politykę zagraniczną jest mocno ograniczony. Rząd centroprawicy, skonfliktowany od miesięcy z głową państwa, zignorował właściwie te deklaracje. Prawo wyborcze jest jednak przyczyną konfliktu w BiH i obszarem, w którym współpraca nacjonalistów chorwackich i serbskich wymierzona w integralność państwa oraz Boszniaków jest najsilniejsza. Zdecydowana postawa Ukrainy, wsparcie militarne Zachodu i odepchnięcie agresora od Kijowa uspokoiły też nastroje w społeczeństwie bośniackim. W rozmowach codziennych nabrali oni więcej zaufania do UE. Powraca też jednak w mediach społecznościowych narracja o tym, że w 1991 roku nie otrzymali takiego wsparcia jak Ukraina.

W czerwcu 2022 Dodik złożył deklarację, że popiera podpisane w Brukseli porozumienie liderów partii w BiH, które zobowiązało ich by „zachować i zbudować pokojowe, stabilne, suwerenne i niezależne funkcjonujące europejskie państwo Bośni i Hercegowiny, ustanowione zgodnie z ogólnym porozumieniem pokojowym”. Deklaracja ta na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo rozsądna i zamykająca wielomiesięczne spory. Niestety dotychczasowe doświadczenia pokazują, że nie ma żadnych perspektyw na zażegnanie konfliktu, a słowa Dodika i innych liderów wydają się tylko chwilowym zamrożeniem sporu pod presją Unii Europejskiej. Obydwie strony (Unia i politycy bośniaccy) potrzebują jednak wytchnienia w sytuacji wojny w Ukrainie. Głównym problemem jest fakt, że wszystkie trzy narody w różny sposób interpretują porozumienie pokojowe w Dayton z 1995 r. Społeczność międzynarodowa, nie chcąc kolejnej wojny w Europie, wspieranej przez Rosję, będzie musiała jednak podjąć bardziej zdecydowane działania. Jaki powinien być kierunek zmian pozostaje jednak kwestią otwartą. Narzucony Bośni pokój i konstytucja zapewniły co prawda pewną stabilizację, ale nie pozwoliły zbudować silnego państwa. Wszystkie trzy główne narody BiH nie czują się wystarczająco chronione przez porozumienie z Dayton i wykorzystują wynikające z niego etniczne rozbicie struktur państwowych do wewnętrznych celów politycznych. Państwa UE, Wielka Brytania i USA muszą jednocześnie wyciągnąć wnioski z tamtej porażki i nie narzucać nic Ukrainie, ale i wyciągnąć rękę do Bośni i Hercegowiny. Zwłaszcza, że wśród Boszniaków i Chorwatów narastać będzie rozczarowanie z powodu uznania Ukrainy za kandydatkę do UE. To zaś będzie potęgować wewnętrzne spory na tle etnicznym.

Zarazem, mimo realnych gróźb wojny domowej w końcu ubiegłego roku, żadna ze stron wewnętrznego bośniackiego konfliktu nie jest też gotowa na pełnowymiarową wojnę. Ostatecznie, mimo stosowanej taktyki „salami” Dodik nie ma możliwości przeciwstawienia się Zachodowi zjednoczonemu wojną w Ukrainie (nawet jeśli zjednoczenie to jest chwiejne). Każdy kolejny jego ruch – „święto narodowe”, czy flaga Republiki Serbskiej, następnie dozbrajanie policji, odrzucanie porozumień – były dokładnie skalkulowane. W żadnym z tych przypadków władze centralne nie miały narzędzi, by Dodika powstrzymać. Przede wszystkim wszelkie działania przy pomocy służb mundurowych zakończyłyby się konfliktem zbrojnym, o którego wywołanie na pewno częściowo byłyby oskarżane władze federalne. 

Wsparcie, którego udzielał Dodikowi od lat wewnątrz UE Orban również jest zbyt słabe by miało znaczenie. Jednocześnie zarówno Republika Serbska, jak i cała Bośnia i Hercegowina są związane gospodarczo z Unią. Trzecim największym partnerem handlowym  BiH jest co prawda Serbia, ale w pierwszej piątce tychże są cztery państwa UE. O ile więc z osobna wymiana ze wschodnim sąsiadem to 11,4 proc., a z samymi Niemcami 14,5 proc. o tyle będące w pierwszej piątce państwa unijne łącznie dają 47,5 całej wymiany handlowej. To dane na lata 2015-2019. W 2020 roku wymiana z samą UE wyniosła 65,3 proc. całego bośniackiego handlu. Przywódca bośniackich Serbów musi być świadomy negatywnych skutków zaogniania konfliktu wewnątrz Bośni, ale również z kluczowym partnerem gospodarczym. Milorad Dodik zbudował jednak na marzeniach o jak największej niezależności Republiki swoją pozycję polityczną. Będzie więc nadal lawirował, mimo porażek politycznych i militarnych swojego ważnego sojusznika jakim jest Rosja Putina. 

Agresja wobec Ukrainy odsunęła w tej sytuacji nieco na bok konflikt w Bośni i Hercegowinie. Nie dotyczy to tylko perspektywy europejskiej, ale także wewnętrznie. Nie można mieć jednak pewności, czy Prezydent Republiki Serbskiej zawsze będzie kierował się jedynie swoim interesem bojąc się utraty władzy. Podjęcie decyzji o secesji, wspartej siłą rzeczy ruchem zbrojnym, wydaje się samobójstwem dla silnych, korupcyjnych więzi, jakie w RS zbudował Dodik. Przypadek Putina i jego pełnowymiarowej napaści na Ukrainę wskazuje jednak, że nie można dokładnie przewidzieć zachowania przywódcy, który przez wiele lat wzmacnia konflikty.

Tym ważniejsze pozostaje więc wzmocnienie unijnej i natowskiej obecności w regionie. Już po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę Unia zwiększyła stan swoich sił pokojowych w Bośni i Hercegowinie. To niewątpliwie dobry kierunek. Pokazuje też, że w sytuacji zagrożenia UE podejmuje zdecydowane i adekwatne działania.  W ostatnich latach unijna polityka wobec Bośni i Bałkanów była krytykowana, przede wszystkim za przymykanie oczu na autorytarne rządy w Czarnogórze, czy Serbii. Do zwiększenia sił pokojowych ograniczyły się pozytywne unijne decyzje. Mimo, że przykład Ukrainy pokazuje iż zaangażowanie Unii i przyciąganie państw sąsiednich do struktur wspólnoty to najskuteczniejszy sposób w przeciwdziałaniu konfliktom, BiH nadal nie została kandydatką do UE. Stoją za tym przede wszystkim zagadnienia formalne, brak reform, jednostronne wycofywanie się z nich przez Republikę Serbską, ale i tak spotkało się to z rozczarowaniem polityków. Co prawda rosyjska agresja nie stawia przed Unią i NATO nowych wyzwań w Bośni i Hercegowinie, ale tylko dlatego, że z tymi samymi wyzwaniami mamy do czynienia od lat. Powinna być jednak impulsem do przyspieszenia zmian i większego wsparcia lokalnych działań. Niewydolny system polityczny narzucony przez Zachód porozumieniem w Dayton musi zostać zmieniony jeśli siły odśrodkowe, nacjonalistyczne, mają zostać osłabione. Takie działania podjął nowy Wysoki Przedstawiciel dla Bośni i Hercegowinie, Chrstian Schmidt, w sprawie zmiany prawa wyborczego. Temat ten paraliżuje współpracę trzech narodów konstytutywnych. Jego propozycje zostały jednak skrytykowane przez polityków boszniackich oraz centrowych i lewicowych jako pogłębiające podziały. Krytyka dotarła do Schmidta także z Bundestagu. Mimo to ma on zamiar narzucić rozwiązanie, które wzmacnia przede wszystkim Chorwatów. To oczywiście niepokoi Boszniaków, rodząc obawy o możliwość zwiększania niezależności Chorwatów od władz centralnych i wzmacniania ich tendencji separatystycznych. Kluczowe będzie zdanie Parlamentu BiH, który musi się na takie zmiany konstytucji zgodzić. Nie ma jednak jeszcze ostatecznych deklaracji partnerów międzynarodowych – USA, UK i UE. Dalsze rozbijanie etniczne nie rozwiąże problemów kraju. Pytanie też jak zachowa się boszniacki przedstawiciel w Prezydium, członek tamtejszej partii socjaldemokratycznej, który pokonał w pierwszy weekend października muzułmańskiego nacjonalistę. To radykalna zmiana na bośniackiej scenie politycznej, bo partie centrowe i lewicowe od lat zwalczają co prawda nacjonalistyczne ugrupowania, rządziły nawet krajem, ale zawsze musiały się po niepełnej kadencji pogodzić ze zwycięstwem radykalnych polityków.

Państwa NATO i UE powinny więc, zamiast propozycji Schmidta, zaproponować wspólne rozwiązania dla BiH, po konsultacjach z obywatelami tego kraju. Szczególną rolę mogłaby odegrać tutaj Polska od lat chwalona za reformę samorządową. Decentralizacja, przy jednoczesnym odejściu od silnie ustrukturyzowanej etniczności wszystkich ciał jest jedną z propozycji kierunku zmian systemu politycznego BiH. Takie rozwiązanie rozpatrywano także względem Donbasu w Ukrainie. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.