Wladimir Putin i jego otoczenie cz.4

Wladimir Putin i jego otoczenie cz.4

Żyrinowski umarł, niech żyje nowy Żyrinowski. Dmitrij Rogozin i tajemniczy Dmitrij Sajms.  

W poprzedniej części opowiadałem o dymisji dwóch wysoko postawionych członków elity rządzącej jako o reakcji na porażki rosyjskiej armii w Ukrainie. Właściwie temat ten można byłoby zamknąć. Jednak postać Dmitrija Rogozina wymaga nieco więcej uwagi. W Rosji, która wychodziła z pierestrojki i wchodziła w okres transformacji politycznej i ekonomicznej Dmitrij Rogozin odgrywał (i odgrywa po dzień dzisiejszy) ważną rolę po narodowo-patriotycznej stronie rosyjskiej sceny politycznej. Dlatego należy poświęcić mu oddzielnie kilka słów. Szerzej Rogozin jako do niedawna jeszcze szef Roskosmosu (rosyjskiej agencji kosmicznej) zasłynął ze swoich ekscentrycznych i raczej żałosnych niż zabawnych komentarzy kierowanych do zachodniej konkurencji w podboju kosmosu. Jego publicznym wrogiem numer jeden został ambitny biznesmen Elon Musk. Jednak pod wierzchnią warstwą błazeństwa kryje się polityk zdolny do chłodnego rachunku, który prawidłowo wyczuł tendencję Rosji do staczania się w odmęty wielkomocarstwowego i wielkoruskiego szowinizmu. Parafrazując tradycyjną francuską frazę Le Roi est mort, vive le Roi! (Umarł król. Niech żyje król!), można krzyknąć: „Umarł Żyrynowski. Niech żyje Rogozin!”

 

O Władimirze Żyrinowskim opowiedziałem w poprzedniej części moich rozważań. Oficjalnie Żyrinowski zmarł. Co prawda wokół daty jego śmierci – 6 kwietnia 2022 roku – krąży wiele plotek i spekulacji, podobnie jak wokół jego życia. Faktem pozostaje, że dzieło Żyrinowskiego nadal żyje. Nastąpiła reinkarnacja. Związany „rodzinnymi” więzami z rosyjskimi służbami specjalnymi (znowu te służby specjalne! cóż, taki mamy w Rosji polityczny klimat) Rogozin został jeszcze w 1995 roku, w wieku zaledwie 32 lat organizatorem pierwszego w Rosji otwarcie nacjonalistycznego ruchu społecznego Kongres Wspólnot Rosyjskich, który de facto uosabiał idee osławionego ruskiego miru (patrz: część V niniejszej publikacji). Właśnie wtedy nasze drogi przecięły się po raz pierwszy. Dokładnie było to w grudniu 1995 roku, podczas kampanii wyborczej do Dumy. Rogozin zasugerował, bym wycofał swoją kandydaturę i zwolnił w ten sposób miejsce kandydatowi z Kongresu Wspólnot Rosyjskich. Ponieważ każda ideologia, która zawiera w sobie choćby nutę narodowej wyjątkowości jest dla mnie do przyjęcia, po prostu odmówiłem nie wdając się w dyskusję. Przez wiele lat traktowałem ruch społeczny Rogozina, czyli „Kongres Wspólnot Rosyjskich” i jego spadkobierczynię, czyli partię „Ojczyzna” jako zbiorowisko wyrzutków, którzy nie zasługują na szczególną uwagę. Ale w 2003 roku Rogozin został wybrany na zastępcę przewodniczącego Dumy Państwowej.

 

To wzbudziło moje zaniepokojenie, chociaż w tamtym czasie w Dumie możliwe jeszcze były dyskusje, w obradach brali udział deputowani o opozycyjnych poglądach i wszyscy uważali za istotne, by w parlamencie miało swoją reprezentację szerokie spektrum poglądów politycznych. Ale tak naprawdę przestraszyłem się wtedy, kiedy potwierdziły się moje domysły, że deputowany Rogozin zjawił się w Dumie dzięki wsparciu Putina, a nie wbrew jego woli. Przypomnę, że mówimy o pierwszej kadencji Putina, kiedy w oczach światowej opinii publicznej chciał pozować na liberała i tak był powszechnie odbierany.

 

W tym samym 2003 roku kończył się ostatni etap budowy systemu kredytowania hipotecznego w Rosji. Pod wpływem mojej natarczywości jako prototyp dla rosyjskiego systemu wybrano system amerykański, bo był bardziej dynamiczny niż europejski. Dużą pomoc okazał nam amerykański rząd, który w ramach bodaj jedynej rosyjsko-amerykańskiej umowy, zawartej w dobie rządów Putina i dotyczącej spraw cywilnych (budownictwo mieszkaniowe i kredytowanie hipoteczne) przekazał nam bezpłatnie materiały metodyczne, w których zawarto szczegółowe zasady działania systemu hipotecznego. Byłem kierownikiem rosyjskiej grupy roboczej, która razem z grupą amerykańską przygotowywała tę umowę i brałem udział w wаrtych wiele milionów dolarów projektach pilotażowych. Były one związane z zakupem hipotecznych papierów wartościowych (mortgage backed seсurities), w którym uczestniczyły największe amerykańskie insytutujce finansowo-inwestycyjne tamtego czasu, między innymi największy holding ubezpieczeniowy świata AIG (American International Group). Właścicielem AIG był z kolei Mauric Greenberg, jeden z najbogatszych ludzi Ameryki.

 

To, że to właśnie Maurice Greenberg był jednym z pierwszych inwestorów w rosyjski rynek kredytowania hipotecznego nie było zupełnym przypadkiem. Pomysł, by go zaangażować pojawił się w czasie rozmów ze Stowarzyszeniem Banków Hipotecznych USA, a w jego realizację włączyła się pewna dość barwna postać, mianowicie Dmitrij Sajms (Dmitri K. Simes). Sajms opuścił Związek Radziecki w 1973 roku, ale trudno powiedzieć, czy jako sowiecki dysydent, czy raczej jako uśpiony sowiecki agent. W Stanach Zjednoczonych ożenił się z córką sowieckiego, a później rosyjskiego dyplomaty Dmitrija Rurykowa, asystenta Borysa Jelcyna ds. międzynarodowych. W legalizacji pobytu Dmitrija Sajmsa w USA pomógł Jewgenij Primakow, wieloletni współpracownik KGB, który w przyszłości miał zostać premierem rządu przy Borysie Jelcynie.

 

Z Dmitrijem Sajmsem zapoznał mnie jeden z dyplomatów z rosyjskiej ambasady w Waszyngtonie, na krótko przed podpisaniem wspomnianej międzyrządowej rosyjsko-amerykańskiej umowy. Sajms był wówczas dyrektorem wykonawczym Centrum Nixona, założonego przez prezydenta USA Richarda Nixona w 1994 roku. Prezesem zarządu tej instytucji był zaś Maurcie Greenberg, a jego prezesem honorowym były sekretarz stanu USA Henry Kissinger. Niedawno podstarzały Kissinger (ma 99 lat) zwrócił na siebie uwagę za sprawą dość niejednoznacznych wypowiedzi na temat polityki prezydenta Joe Bidena wobec Rosji i jej agresji na Ukrainę. Mam powody sądzić, że do tych dziwacznych poglądów byłego sekretarza stanu przyłożył rękę kremlowski agent wpływu Kremlu, czyli Dmitrij Sajms. W czasie naszej znajomości Sajms przedstawił mnie Henry’emu Kissingerowi podczas jego wizyty w Moskwie, której celem było spotkanie z Putinem. Sajms pełnił funkcję tłumacza. Patriarcha amerykańskiej polityki zagranicznej, siedząc w fotelu (już wtedy Kissinger nie był młody, miał 80 lat) wielkościowo „błogosławił” mi i mojej współpracy z administracją Georga Busha- młodszego w imię wielkiego projektu hipotecznego, zdolnego odmienić oblicze Rosji.

 

Za sprawą rekomendacji Sajmsa spotkałem się z Mauricem Greenbergiem, który wysłuchał szczegółowego raportu o stanie systemu kredytowania hipotecznego w Rosji. Po tym jak otrzymał od swoich ekspertów pozytywną ocenę tego systemu, zgodził się na udział w rosyjskich projekcie hipotecznym. Postawił jeden warunek – osobiste spotkanie z prezydentem Rosji. Nie będę wystawiać cierpliwości czytelników na próbę i żeby jak najszybciej wrócić do głównego tematu moich rozważań, czyli ludzi z otoczenia Putina powiem od razu, że spotkanie Greenberga z Putinem się odbyło. W jego organizacji kluczową rolę odegrał Jewgienij Primakow, ale bardzo pomocny był także… Dmitrij Rogozin. Sajms specjalnie przyjechał do Moskwy, żeby zaangażować ich obu w organizację tej wizyty. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem od Sajmsa o Rogozinie jako o lobbyście spotkania Greenberga i Putina, spontanicznie wyrwało mi się: „Przecież to faszysta!”. Nigdy nie zapomnę spojrzenia, którym obdarzył mnie wtedy Sajms.

 

Wyrażało ogromny żal, że nic nie rozumiem z polityki. W tym momencie Sajms na zawsze stracił zainteresowanie moją osobą, postrzegając mnie jako człowieka naiwnego. Ostatnimi latami sporadycznie spotykałem go w kawiarni po sąsiedzku z moskiewskim Białym Domem, czyli siedzibą rosyjskiego rządu. Za każdym razem Sajms zachowywał się tak, jakbyśmy się w ogóle nie znali. Kończąc opowieść o nim pragnę wyrazić swoje graniczące z pewnością przekonanie, że podobnie jak wtedy, kiedy aktywnie brał udział w organizacji współpracy rosyjsko-amerykańskiej nie kierowały nim ani dobro Rosji, ani Ameryki, również teraz, kiedy krytykuje administrację demokratów za konfrontację z Rosją i Putinem, nie kierują nim żadne wyższe idee czy wartości. Pieniądze i tylko pieniądze – to motor jego działania, nie ma w tym nic osobistego.

 

W trakcie przygotowań do wizyty Maurice Greenberga na Kremlu, kilkukrotnie na długie godziny zamykaliśmy się w gabinecie Dmitrija Rogozina w Dumie. Wtedy zrozumiałem swój błąd w ocenie politycznej wagi Rogozina. Zrozumiałem, że naprawdę cieszył się dużym zaufaniem Putina. Dlatego w 2008 roku już nie zdziwiła mnie nominacja Rogozina na przedstawiciela Rosji przy NATO. Własnietaki polityk, który nienawidzi Zachodu był potrzebny Putinowi na tym stanowisku. zdziwiłem się także, kiedy zobaczyłem Dmitrija Sajmsa w programie telewizyjnym głównego putinowskiego propagandysty Władimira Sołowjowa.

 

Występował obok Wiaczesława Nikonowa (wnuka Wiaczesława Mołotowa, który był prawą ręką Stalina). Od 2007 roku Wiaczesław Nikonow pełni funkcję dyrektora wykonawczego fundacji „Russkij Mir”. W kolejnej części niniejszej publikacji przyjrzę się bliżej niektórym ideom, które legły u podstaw koncepcji szeroko znanej dzisiaj właśnie jako ruski mir. Świadomie unikam słowa „projekt” jako określenia dla ruskiego miru. W połowie lat 90-tych autor tej idei i jego intelektualni adepci mieli na myśli przede wszystkim działania na polu kulturalnym. Jednak w międzyczasie ludzie, którzy stanęli na czele państwa zaczęli wykorzystywać ruski mir jak woalkę, która przykrywała ich prawdziwe intencje i tworzyła patriotyczną otoczkę wokół ich działań. Ale 24 lutego to się skończylo – kierownictwo kraju przystąpiło do realizacji już nowego, brutalnego i cynicznego projektu, który zaważy na przyszłości Rosji. W ten sposób cały ten proces krzewienia na świecie ruskiego miru stał się wybrukowaną dobrymi chęciami drogą do piekła. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.