WLADIMIR PUTIN i jego otoczenie. cz VII

WLADIMIR PUTIN i jego otoczenie. cz VII

Metodolodzy, sekta totalitarna i Siergiej Kirijenko

Jak to się stało, że zarówno idea, jak i koncepcja Russkiego Mira, opracowane przez Piotra Szczedrowickiego, specjalistę metodologii nauczania, rozprzestrzeniły się pośród części rosyjskiej elity intelektualnej tak szybko i szeroko?

Szkoła metodologiczna, w ramach której działał Piotr Szczedrowicki, została założona przez jego ojca Gieorgija Szczedrowickiego (1929-1994). Opiera się na podejściu zadaniowym, czyli procesie aktywności człowieka, w celu kształtowania świadomości i osobowości jako całości. Według tego podejścia człowiek, jednostka jest aktywnym czynnikiem twórczym. Współdziałając ze światem człowiek uczy się budować siebie. Gieorgij Szczedrowicki wprowadził to podejście jako podstawę szkolenia dla personelu kierowniczego, zdolnego pełnić funkcje przywódcze. Najważniejsza w takim treningu jest jednostka, jej motywy, cele i potrzeby, a warunkiem osobistego spełnienia jest działanie, które kształtuje doświadczenie i zapewnia osobisty rozwój. W kraju, w którym panowała ideologia kolektywizmu, gdzie rola jednostki nawet w teorii nie była doceniana zbyt wysoko,
takie podejście zainteresowało tych intelektualistów i ludzi aktywnych, którzy nie znajdywali możliwości samorealizacji i autoekspresji w istniejącej, otaczającej ich rzeczywistości. Nieprzypadkowa była ogromna popularność Moskiewskiego Koła Metodologicznego (MKM), kierowanego kilkadziesiąt lat przez Gieorgija Szczedrowickiego, a po jego śmierci w 1994 r. przez jego syna. Rozkwit koła zbiegł się z epoką, która przeszła do historii Rosji jako era stagnacji lat 70. i pierwszej połowy lat 80. Na tle stęchlizny, która ogarnęła praktycznie każdy aspekt życia w kraju rozwiniętego socjalizmu, przed uczestnikami ODI (organizacyonno-diejatielnostnyje igry) pojawiła się możliwość przeprowadzenia przewrotu intelektualnego w ZSRR. Technologia ODI otworzyła dla nich społeczne windy.

Podstawą technologiczną podejścia zadaniowego była metoda gier organizacyjno-działaniowych (ODI), opracowana przez Gieorgija Szczedrowickiego pod koniec lat 70. jako system metodologiczny rozwiązywania problemów zarządzania w warunkach niekompletnej informacji i zbiorowego działania.

Warto zauważyć, że podobna metoda była opracowywana od połowy lat 50 przez prywatną amerykańską organizację RANDCORPORATION, pełniącą funkcję strategicznego centrum badawczego, pracującą na zlecenie rządu USA, przede wszystkim Departamentu Obrony. W przeciwieństwie do RANDCORPORATION grupa Szczedrowickiego działała inicjatywnie, był to swojego rodzaju klub dla wybrańców.

Gieorgij Szczedrowicki miał nadzieję, że w grach udział wezmą setki tysięcy ludzi i stworzy masową klasę swoich zwolenników. Mówił, że „będą to dyrektorzy przedsiębiorstw, szefowie warsztatów, komitetów rejonowych, miejskich i obwodowych, sędziowie, wykładowcy uczelni wyższych, urzędnicy ministerialni wszystkich szczebli”. Na początku chodziło wyłącznie o organizację projektów społeczno-gospodarczych i projekty rozwoju terytorialnego. Wielu z uczniów Szczedrowickiego spotykałem już na początku lat dwutysięcznych w licznych instytutach projektowych Ministerstwa Budownictwa. Aspekt społeczny stopniowo stawał się dominującym. ODI coraz bardziej koncentrowały się na wykształceniu i organizacji specjalistów zdolnych wypracowywać i konsekwentnie wdrażać algorytmy zmiany środowiska społecznego na dużą skalę.

Według autora wyspecjalizowani intelektualiści po odbyciu nauk, zasadniczo powinni odgrywać rolę jaką odgrywali postępowcy w literaturze science-fiction, w szczególności w dobrze znanej w Rosji serii powieści braci Strugackich. A skala zadań nieuchronnie się zwiększała.

W latach 70. i 80. spotykałem się z wykładowcą filozofii w moskiewskim Instytucie Fizyki i Technologii Walerym Lebiediewem. Interesowała go kosmologia i teoria grawitacji, uczęszczał na słynne seminarium z fizyki teoretycznej Wydziału Fizyki Uniwersytetu Moskiewskiego, prowadzone przez profesora Dmitrija Iwanenko, którego byłem stałym uczestnikiem. Okazało się, że Lebiediew był aktywnym członkiem Moskiewskiego Koła Metodologicznego. W swoich wspomnieniach pisał: „…ale wróćmy do głównego tematu: próby zdobycia władzy politycznej nie poprzez zamach stanu, bunt, rewolucję czy nawet demokratyczne wybory, ale z pomocą ludzi, którzy wzięli udział w grach, którzy stają się tak niezbędnymi doradcami czołowych polityków i (trochę później) pomysłodawców głównych idei państwowych, że stopniowo, pierwotnie realna, a potem i prawnie-polityczna władza przechodzi na nich…….czasami był szczery w prywatnych rozmowach….(Gieorgij Szczedrowicki – uwaga autora) …jego głównym strategicznym impulsem życiowym było (słowa Gieorgija Szczedrowickiego – uwaga autora): „W naszej szkole kształcimy własną kadrę. Nie kadrę (uch, biurokratyczne, partyjne słowo), a członków tajnego zakonu masońskiego, ze swoim rytuałem, statutem i sekretnym celem nadrzędnym. Początkowo pomysł był taki, by rozebrać społeczeństwo na części, zobaczyć jak jest zorganizowane, odkryć w nim jednostkę sterującą, sposoby podejścia do niego, przeniknąć do środka, chwycić za stery i ustawić je w odpowiednim kierunku”.

Pod względem stopnia wierności członków ideom nauczyciela, wpływu tych idei na podejmowane przez nich decyzje, angażowania coraz większość liczby adeptów, szkoła Szczedrowickiego nabierała coraz więcej cech sekty. W poszczególnych sesjach plenarno-kongresowych udział brało kilkaset osób. Przeszła przez nią duża część obecnego klanu rządzącego Rosją. Doszedłem do rozczarowującego wniosku, zobaczywszy niedawno listę uczestników, którzy w różnym czasie brali udział w spotkaniach Moskiewskiego Koła Metodologicznego:
tak, Rosja, rządzona przez taką „grupę” z Putinem na czele, była skazana na totalitaryzm, na faszyzm. Wydaje mi się, że dzis zostało zrealizowane marzenie Gieorgija Szczedrowickiego, które wygłosił w wykładzie z 1989 r. na scenie teatru „Na doskach” (eksperymentalny ośrodek artystyczny Siergieja Kurginiana, aktywnego członka MKM): „Ja nie widzę różnicy między totalitaryzmem i nie- totalitaryzmem. Rozumiecie? Nie widzę. Uważam że organizacja totalitarna jest przyszłą jedyną organizacją całego społeczeństwa ludzkiego”.

Większość nazwisk niewiele powie polskiemu czytelnikowi, więc wymienię tylko kilka. Działaniowe podejście metodologiczne razem z Szczedrowickim zapoczątkował szeroko znany w Europie dysydent Aleksandr Zinowjew, wieloletni aktywny członek MKM, który po powrocie do Rosji stał się zagorzałym krytykiem Borysa Jelcyna. W spotkaniach brał udział Władisław Surkow. Jako pierwszy zastępca szefa Administracji Prezydenta przez długi czas odpowiadał za kształt wewnętrznej polityki Rosji i był poprzednikiem Siergieja Kirijenko na tym stanowisku. Wspomniany przeze mnie faszystowski ideolog wojny z Ukrainą Timofiej Siergiejcew za swojego nauczyciela uważał Gieorgija Szczedrowickiego.

On, jak i wieloletni wicepremier rządu Wiktor Christienko karierę zawodową rozpoczynali od stworzenia i kierowania laboratoriami gier organizacyjno-działaniowych.

W latach 90. spotkania metodologów często odbywały się w gmachu Stowarzyszenia Polityki Zagranicznej Rosji, w ramach utworzonego ośrodka analiz politycznych. Jego stałym szefem jest ostatni minister spraw zagranicznych ZSSR – Aleksandr Biessmiertnych (wcześniej ambasador ZSSR w USA). Na spotkania „wpadał” też jego były wychowanek, a obecny szef MSZ Siergiej Ławrow. Z ideami Russkiego Mira, przedstawionymi w notatce Piotra Szczedrowickiego, zaznajomił się premier rządu Federacji Rosyjskiej Siergiej Kirijenko, który pełnił krótko ten urząd w 1998 r., przed kryzysem finansowym z 7 sierpnia i późniejszym defaultem Federacji Rosyjskiej. W nawisie dodam, że zaproponowanie przez Jelcyna Kirijenki jako kandydata na urząd wicepremiera było pełnym zaskoczeniem dla ówczesnej Dumy Państwowej, a także z powodu młodego wieku, na zawsze zapisał się we współczesnej historii Rosji jako „Kinder Niespodzianka”. Pozostaje nią i w czasach Putina, jako że nie skończył jeszcze 60 lat. Ale nie tylko wiek wyróżnia go w otoczeniu Putina i sprawia, że być może jest głównym kandydatem na jego następcę. Odpowiedź na pytanie: „Dlaczego właśnie Kirijenko?” kryje się w stylu jego myślenia. Ten styl, „gładki, sztywny, całkowicie spójny”, jak w prywatnych rozmowach określał go Borys Jelcyn, był podstawą do powołania zbyt młodego, jak na standardy Rosji, 35-letniego urzędnika na przewodniczącego rządu.

W latach 2000. odbyłem kilka długich rozmów z Siergiejem Kirijenko, który był bliskim przyjacielem moich uniwersyteckich kolegów. Na moją prośbę spotkał się z przedstawicielską Delegacją Kongresu USA, która na początku lat 2000 przyjechała do Rosji w celu przeprowadzenia badań nad możliwościami i obszarami współpracy rosyjsko-amerykańskiej. W tym czasie Kirijenko kierował Państwową Komisją Federacji Rosyjskiej ds. Rozbrojenia Chemicznego. Kongresmenów szczególnie interesowały kwestie rozbrojenia i systemu hipotecznego (który zyskiwał na sile). Amerykanie, podobnie jak ja, zwrócili uwagę na to, jak Kirijenko jasno, sprawiając życzliwe wrażenie, przedstawiał swoje myśli.

Szybko orientował się w istocie nowych dla niego problemów. Do tego zawsze odnosiłem wrażenie, że rozmawiam z komputerem, tak bardzo nie odczuwałem żadnych płynących od niego emocji. Nawet mnie to trochę niepokoiło, choć dopiero niedawno uświadomiłem sobie, co mnie dręczyło i nie podobało. Ostatni raz mieliśmy szansę porozmawiać kiedy został mianowany pełnomocnikiem prezydenta w Nadwołżańskim Okręgu Federalnym. Przyjechałem wtedy omówić kwestie mieszkaniowe i hipoteczne w obwodzie niżnonowogrodzkim. Zadzwoniłem do Kirijenki, który również miał siedzibę w Niżnym Nowogrodzie. Z radością odebrał. Rozmawialiśmy dość długo, ponad godzinę. I znowu odniosłem wrażenie podwójnego dna, słuchał mnie uważnie, ale nie był zainteresowany szczegółami mojej opowieści. Teraz jestem pewien – wybierał swoją grupę, dosłownie w tamtych dniach mianował na swojego doradzę Piotra Szczedrowickiego. Ja nie pasowałem. Niezwykle ważny jest dla mnie rejestr emocjonalny związany z tym, czym się zajmuję, podejmuję się tylko takich zadań, które są ze mną zgodne. Tak było na początku mojej drogi, kiedy jako naukową ścieżkę wybrałem zagadnienie grawitacji i unifikację fizycznych oddziaływań podstawowych, tak też było w dorosłości, kiedy zainteresowałem się wprowadzeniem systemu hipotecznego. Dla Kirijenki liczyło się tylko bieżące zadanie, które musi rozwiązać, i które będzie kolejnym krokiem w jego karierze i rozwoju zawodowym.

Niektórzy koledzy, których zatrudnił jako swoich asystentów i współpracowników, powiedzieli mi, że Kirijenko ich zdradził. Jest to błędny osąd, bo zdrada to zawsze konsekwencja związków na poziomie emocjonalnym. Dla Kirijenki istnieje kalkulacja, czysta kalkulacja, zero emocji. Rozstawał się ze swoimi „sprzymierzeńcami”, gdy tylko uświadamiał sobie, że nie pomagają mu, a nawet utrudniają wypełnienie stojących przed nim zadań, przeszkadzając tym samym jego aspiracjom.

O Kirijence chodziło wiele plotek na temat tego, że jest zwolennikiem, a nawet członkiem pewnego ruchu międzynarodowego, scjentologii, celem której jest doskonalenie osobowości. Doktrynę scjentologiczną sformułował w połowie XX. wieku amerykański pisarz fantastyki naukowej, Lafayette Ron Hubbard („Dianetyka. Współczesna nauka o zdrowiu umysłowym”, 1950; „Dianetics: The Modern Science of Mental Health”). Szeroko rozpowszechniła się ona na świecie.

W wielu krajach otwarto uczelnie Hubbarda, w których kształcili się zwolennicy scjentologii. W latach 90. co najmniej jedna taka uczelnia została otwarta w Rosji, w Niżnym Nowogrodzie.

Mówiąc współczesnym językiem, u źródła scjentologii leży wyobrażenie o tym, że człowiek będąc jednostką myślącą, jest zdolny do zapamiętywania zdobywanych informacji, racjonalnego reagowania na nie i rozwiązywania pojawiających się problemów. Jednak w trakcie życia pamięć ulega zapchaniu. Gromadzi nie tylko pamięć analityczną, pozwalająca na racjonalne myślenie, ale i część, która jest reakcją na wszelkiego rodzaju negatywne doświadczenia. Z tej pamięci, nazwijmy ją pamięcią reaktywną (reakcja na…), wynika wpływ przeżytych niechcianych uczuć i emocji, irracjonalnych lęków. Ich echo blokuje zdolności analityczne danej osoby.

Uwaga

Przy całej pseudonaukowości scjentologii, widać w niej analogie z rozumowaniem wybitnego polskiego matematyka, jednego z twórców nowoczesnej analizy funkcjonalnej, Stefana Banacha (1992-1945), na temat roli świadomości i nieświadomości w procesie poznania. S. Banach uważał, że proces poznawczy odbywa się na dwóch poziomach – świadomym i podświadomym: najpierw informacja jest rozpoznawana jako problem, gdzie zachodzi proces wstępnej obróbki informacji niezbędnej do rozwiązania problemu; następnie przetworzona informacja „spływa” na poziom podświadomości, gdzie zachodzi główny proces rozwiązania problemu, otrzymany wynik powraca na poziom świadomości. Proces ten przebiega płynnie, o ile umysł nie jest zanieczyszczony zbędnymi informacjami, i po prostu brak w nim wolnych komórek mogących przechowywać potrzebne informacje. Dlatego należy szukać sposobu pozwalającego na oczyszczanie umysłu.

Jako matematyk poszukiwałem analogii podobnej do zdania przedstawionego przez Stefana Banacha: „Matematyk to ktoś, kto potrafi znaleźć analogie między twierdzeniami, dobry matematyk to ktoś, kto stwarza analogie dowodów, a najlepszym matematykiem jest ktoś, kto zauważa analogie w teoriach, ale można wyobrazić sobie i takiego, który dostrzega analogię między analogiami.”

Według ideologów techniki scjentologiczne skupiają się na tym, by uwolnić zdolności człowieka maksymalnie blokując działanie reaktywnej części ludzkiej pamięci. Techniki te są bardzo podobne do tych stosowanych przez sekty totalitarne, z tą różnicą, że scjentolodzy próbują zamienić ludzi w zombie, nie sterowane zewnętrznie, jak to robią dziś propagandyści Putina, ale w zombie aktywnie działające pod wpływem wewnętrznych źródeł. Ten, kto potrafi zatrzymać wewnętrzne kompleksy i emocje wywołane przez negatywne doświadczenie zostaje liderem. Hubbard porównywał mózg takiego człowieka do komputera. To właśnie poczułem w związku z Kirijenko. Całkowity brak emocji ze strony żywego człowieka wydał mi się wtedy czymś sztucznym. Ale w tamtych latach nie wiedziałem niczego o scjentologii i możliwej fascynacji Kirijenki poglądami tej sekty.

Sam Kirijenko musiał się usprawiedliwiać, słysząc zarzuty pod swoim adresem, jednak nie był zbyt przekonujący: „…rzeczywiście, w czasie gdy prowadziłem niżnenowogrodzki oddział banku komercyjnego, część pracowników studiowała na uczelni Hubbarda, ale nie w systemie religijnym, a na kierunku związanym z podstawami zarządzania. Co więcej, sam zapisałem się na ten kierunek, ale w porę mnie uprzedzono i nie poszedłem”. Jeśli miałem jakieś wątpliwości co do wpływu nauk scjentologii Hubbarda i podejścia działaniowego Gieorgija Szczedrowickiego na Kirijenkę, to zostały one rozwiane, gdy zobaczyłem niedawne przemówienie Kirijenki do młodzieży. Słuchałem Kirijenki, który zapewniał młode pokolenie o słuszności drogi Putina, a widziałem wyznawcę doktryny scjentologicznej Lafayetta Rona Hubbarda albo metodologa Gieorgija Szczedrowickiego, te same techniki i sposoby postępowania.

Najwyraźniej dla Kirijenki życiowym celem było zostać pełnoprawnym przywódcą. I właśnie ten życiowy cel doprowadził komsomolskiego przywódcę Sierjożę Kirijenko do logicznego, pośredniego finału, został pierwszym zastępcą szefa Administracji Putina, kuratorem politycznym okupowanego i zniszczonego przez Rosję Donbasu. Dziś jest człowiekiem, o jakim mówił już Adolf Hitler: „Uwalniam człowieka od poniżającej chimery zwanej sumieniem… Sumienie, podobnie jak edukacja, kaleczy człowieka… Mam tę zaletę, że nie powstrzymują mnie żadne względy teoretyczne czy moralne”.

Notatka Piotra Szczedrowickiego o Russkim Mirze, z którą Kirijenko zapoznał się w 1998 r., zainteresowała go nie tylko swoją ideologią (co uświadomił sobie później), ile współbrzmieniem metodologicznego podejścia działaniowego Szczedrowickiego-ojca z doktryną scjentologiczną. Jego współpraca z Piotrem Szczedrowickim zaczęła się, gdy Kirijenko był pełnomocnikiem prezydenta w Nadwołżańskim Okręgu Federalnym. Ustanowił Szczedrowickiego swoim doradcą w sprawach metodologicznego uzasadniania i wdrażania wytycznych politycznych Putina. Współpraca ta była kontynuowana w państwowej korporacji Rosatom. Kiirjenko został mianowany dyrektorem generalnym. Ogłosił Szczedrowickiego swoim zastępcą do spraw nauki, rozwoju strategicznego i innowacji. Pod dachem Rosatomu Szczedrowicki otworzył centrum metodologiczne ODI. To właśnie wtedy poznałem Piotra Szczedrowickiego, jako że w tym czasie pełniłem funkcję, vis-a-vis Szczedrowickiego, o ile można tak powiedzieć, w Instytucie Bezpiecznego Rozwoju Energetyki Jądrowej – byłem zastępcą dyrektora ds. rozwoju strategicznego i innowacji. Spotykałem go wielokrotnie i słuchałem jego wystąpień. Nie wpadłem w sieci metodologicznego „czaru”, choć nie mogę odmówić mu profesjonalizmu i szerokich horyzontów. To ostatnie zresztą czyni jego wpływ na elity rządzące Rosją szczególnie niebezpiecznym. Współpraca Kirijenki i Szczedrowickiego trwała prawie 10 lat, ale zakończyła się nagle. Kirijenko zwolnił Szczedrowickiego ze stanowiska. Widocznie Piotr spełnił swoje zadanie i przestał być potrzebny Kirijence, podobnie jak wielu dawnych kolegów, w tym ci z Sojuszu Sił Prawicowych, a zwłaszcza Boris Niemcow.

Wkrótce Kirijenko wszedł do Administracji Prezydenta na kluczowe stanowisko zastępcy szefa odpowiedzialnego za politykę wewnętrzną. To nowy etap jego życia, opierający się na całym bagażu zgromadzonej wcześniej wiedzy i kompasie moralnym, przechowywanym w jego głowie, w jego błyskotliwej pamięci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.